KLUB PODRÓŻNIKA – Stasia Budzisz ,,Absurdy postsowieta”

Absurdy postsowieta, czyli Kaukaz á rebours

Im dłużej tam jeżdżę, im więcej przebywam tym bardziej mnie zaskakuje. Co prawda nie szokuje mnie już krowa, bawół albo koń przebiegający mi drogę w centrum Gudermesu w Czeczenii, albo świnia z drewnianą obwódką na szyi pasąca się pod Mc Donaldsem. Nie dziwi mnie marszruta, szaleni kierowcy czy powszechna prowizorka, nie szokują transformatory, do których należy podpływać łódką,  o wiecznie cieknącej wodzie z kranów, o zasypianiu do pracy, o nie pójściu do pracy z powodu śniegu, o tym, że jeździ się mercedesami, ale nie ma się na paliwo, że ma się iPhona ale nie ma się na kartę do niego….

Im silniej wsiąkam w Kaukaz tym bardziej zauważam absurdy z nim związane. Zaczynam go sobie odczarowywać i nie patrzeć przez różowe okulary. Widzę na przykład dom, piękny, trzypiętrowy, w którym kominek – tak przecież przydatny podczas chłodnych zim – zamontowano na trzecim piętrze. Bo tak! I to jest wystarczający argument. Zauważam obłudę toastów i zachowań ludzi, religię mieszającą się z zabobonami i hipokryzję wielkiej wiary połączonej z powszechnym rozpasaniem seksualnym… Widzę niedbalstwo… Spadła zasłona dymna i Kaukaz zaczyna ukazywać się takim, jaki jest. Gruboskórny. Zawzięty. Kategoryczny. I z zasadami… I to jest Kaukaz, który lubię najbardziej. Choć „lubię” to za słabe słowo dla wyrażenia tych emocji. Ja go kocham i nienawidzę jednocześnie.

Ale nie będę narzekać.

To będą opowieści z Czeczenii, Górskiego Karabachu, Kałmucji (która nie jest już geograficznie Kaukazem, ale zamyka go na północnym-wschodzie), Osetii Północnej i Południowej, Abchazji i trochę Gruzji.  W 2016 roku spędziłam tam łącznie ponad pięć miesięcy. Miesiąc mieszkałam w czeczeńskich rodzinach – różnych, i bogatych i bardzo biednych. Opowiedzieć chcę o ich życiu, codzienności, poglądach, mentalności i o „ich” Władcy. Do Górskiego Karabachu pojechałam dwa miesiące po wojnie, jako dziennikarz, na linię frontu. Karabach, podobnie do Armenii, zmienił się w ciągu ostatnich trzech lat, a „nowa” wojna nakreśla już zupełnie nową realność. Abchazję sobie odczarowałam. Po złych doświadczeniach z agenturą postsowiecką popatrzyłam na ten kawałek innymi oczyma.

W Kałmucji odpoczywałam po dramatycznych doświadczeniach w Czeczenii, a Osetia Południowa – okazała się ziemią nie do zdobycia, a Soczi Misiem na miarę naszych możliwości.

Kaukaz udowadnia – choć nie umiem znaleźć argumentu jak to robi – że nie ma rzeczy niemożliwych.

Stasia Budzisz-Cysewska

Reporterka, dziennikarka i doktorantka. Ukończyła filologię polską oraz rosyjską na Uniwersytecie Gdańskim, aktualnie prowadzi badania naukowe dotyczące tworzenia nowej pamięci, będącej skutkiem wojen, które przetoczyły się przez Kaukaz po upadku Związku Sowieckiego. Zawodowo, hobbystycznie i naukowo związana jest z Kaukazem. Uwielbia Rosję i wszystko, co z nią związane. Pisze reportaże do Nowej Europy Wschodniej, Konceptu, Bilzy, Poznaj Świat, portalu Obserwator Międzynarodowy oraz kaukaz.net i innych. Publikuje także w periodykach naukowych. Interesuje się kinem dokumentalnym.

Środa, 19 kwietnia, godz. 19.00

Wstęp wolny

absurdypostsowieta

Możliwość komentowania jest wyłączona.